Wczoraj było na gorąco - dzisiaj czas na refleksje .......
Nie jestem wytwórcą - jestem małym trybikiem w tej wielkiej machinie jaką jest RĘKODZIEŁO .
Ja to tak tylko z doskoku ,takie małe hobby będące ucieczką przed depresją.
Chylę czoło przed wszystkimi mamusiami, które znajdują czas na ten swój biznes, bo nie sztuką jest kupić tanio i sprzedać drożej . Ja jestem już babcią , cholernie zapracowaną babcią. Nie jestem taką , która robi szaliki i skarpety ( a propo gdyby ktoś potrzebował - to takie umiejętności też posiadam )
Zamiast leżeć na Ranczo
zrobione jeszcze zimą bo teraz nie mam czasu na takie leżenie
jechałam na te targi z wielką walizą, pociągiem .Całe szczęście , że mam w tych rejonach wspaniałą rodzinę , która pomimo mojego wieloletniego milczenia przyjęła mnie po królewsku , no w końcu nazwisko zobowiązuje. :)
Zobacz co napisałm o targach...
Ale do rzeczy : miały być refleksje..... chyba je wypunktuję, będzie mi łatwiej
1.zobaczyłam młode kobiety , które wzięły swoje życie w swoje ręce
2. to co tworzą jest piękne, niepowtarzalne , jedyne w swoim rodzaju
3.wiem jak trudno jest robić cokolwiek mając własne dzieci w domu ( a może to tylko za moich czasów jedynym zajęciem było zdobywanie podstawowych produktów do prawidłowego funkcjonowania domu , co zajmowało większość czasu )
towar pierwszej potrzeby nie do zdobycia bez znajomości
5..po cholerę ja się w to bawię ,co chcę osiągnąć ????????- przecież mam pracę, mam dosć zajeć w domu , mam ranczo ( ostatnio zaniedbane przeze mnie), czytam książki , no dobrze mogę robić na drutach ale targi ?????co ja tam robiłam ????????wróciłam zmęczona z okropną "migreną" .
Zawsze powtarzam, że ze wszystkich tytułów szlacheckich pozostała mi już tylko migrena .
Ale dumna z siebie...... w sumie ..... na ten leżak jeszcze przyjdzie czas ......
Chciałabym się do czegoś przyczepić - ale nie bardzo mam do czego. Organizacja była bardzo dobra, pogoda dopisała, co prawda liczyłam na więcej ludzi , ale to nie wina organizatorów.
Chyba pomyślę o następnych.........


Sliczne te skarpetki:)Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńCo prawda nie zbliżyłam się, ale zerknęłam na Pani stoisko i uśmiechnęłam: przypomniała mi się moja babcia, od razu poczułam płynącą z szydełkowanych postaci czułość. Mam nadzieję, że mimo wszystko Silos jakoś się udał :)
OdpowiedzUsuń