poniedziałek, 22 lipca 2013

Podróże kształcą ......

Właśnie wróciłam z Olsztyna, oczywiście po wielkiej imprezie urodzinowej mojego ukochanego wnuczka , ale o tym następnym razem.
Wracałam dwoma autobusami . W pierwszym podróż trwała 3 godz. Za mną siedziała mama z - jak się później dowiedziałam -  trzyletnim Hektorkiem . Chłopczyk jak - w moich czasach mówiło się -  "żywe srebro" ( młodzież pewnie już nie wie o co chodzi ), a w obecnych  to się nazywa ADHD.Całe trzy godziny buzia mu się nie zamykała, a pół godzinie jazdy pupa go "swędziała". I co na to MAMA? piszę dużymi literami bo TA MAMA na to zasługuje !!!! Przytoczę tylko kilka zdań przez nią powiedzianych w ramach uspokojenia dziecka :
- "nie wolno chodzić w przejściu bo autobus może gwałtownie zahamować i wylecisz przez szybę, mówię to nie dlatego, żeby cię ukarać ale dlatego, że bardzo cię kocham i nie chcę, żeby stała ci się krzywda, przecież jesteś moim największym skarbem" - Poskutkowało !!!!!
- nie wolno wchodzićw bucikach na siedzenie bo tutaj też siadają inni ludzie ... i znowu coś w stylu, nie dlatego, że chcę cię ukarać ale dlatego , że kocham, że takie są zasady w autobusie ....itd -Poskutkowało!!!
- młody zainteresowł się młoteczkiem od szyb awaryjnych - dyskusja była długa na zasadzie, że to jest w razie jakby była awaria autobusu - no to młody w pewnym momencie stwiedził, że autobus właśnie się wywrócił i koniecznie trzeba wziąć młoteczek - mówienie, że o tym decyduje kierowca , nie przynosi rezultatu, MAMA wytoczyła ciężkie działo : "a chcesz klapsika ? - nie!!! -  no to nie ma innego wyjścia, dostaniesz młoteczek ale za klapsika - sam zdecyduj czy ci się to opłaca - Poskutkowało!!!!! , młody odpuścił , nie chciał takie wymiany :)
-nie pamiętam już wszystkich sytuacji , w końcu trwało to trzy godziny , MAMA miała ze sobą laptopa z bajkami - to też pomogło.
W sumie podróż upłynęła bez ryków, histerii, zdenerwowania, kilkanaście razy powtarzała mu , że tak musi być i to nie jest robine przeciwko niemu ale dlatego , że ona go bardzo kocha bo jest jej małym psotnikiem .
Było miło i sympatycznie i dla małego i dla pasażerów. Całą drogę mocno pracowała nad nim, odpowiadała na wszystkie pytania cierpliwie, bardzo spokojnym głosem tłumaczyła. Musiałam do niej podejść w Warszawie i wyrazić swoje uznanie, bo sama dobrze wiem jak trudna jest podróż z takim dzieckiem.

A teraz dalszy ciąg poróży już w drugim autobusie ....

Ok 18-19 ( podóż niecałą godzinę) do autobusu wsiadła para z niespełna rocznym dzieckiem , spoconym i zmęczonym - to było widać . Dziecko zaczyna płakać - i tak jak wyżej przytoczę kilka tekstów :
-czego ryczysz ?
- siedź spokojnie
- o rany w jedną stronę ryczy w drugą stronę ryczy
- co ty chcesz ?
- przestań płakać
- o co ci chodzi?
- ja już nie wytrzymam
i cały czas w tym stylu.
Chyba nie będę tego komentować........


2 komentarze:

  1. MamaMade pozdrawiamy i takie historie na co dzień mamy i mam nadzieję że daleko odbiegamy od matki numer 2...
    takie historie też uczą więc wklepuję sobie w moją małą z dużym mózgiem główkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. takie Mamy jak z drugiego autobusu widuje codziennie na placu zabaw, w autobusach komunikacji miejskiej podczas powrotu z Córką z przedszkola. Przykre jest patrzenie na to - bo ja tłumaczę, odpowiadam na tysiące pytanie mojej trzyletniej Julki (a to bestia wyjątkowo dociekliwa) - kiedyś podeszła do mnie Pani w autobusie i zapytała czy na drugie mam "cierpliwość" - zaśmiałam się.

    OdpowiedzUsuń

Dzień dobry. Miło mi, że gościsz na mojej stronie. Pozdrawiam Cię gorąco.